poniedziałek, 11 grudnia 2017

Once upon a time I... forgot my tongue.


Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za wielką wodą, aż za krawędzią świata (ostatnio świat znów jest płaskim dyskiem, jak wiadomo wszędzie dookoła naszego globu) do góry nogami żyła sobie spokojnie bliźniacza kopia każdego z nas. Jedyne co ją od nas różniło było zdrowe podejście do życia, nauki, postępu i oczywiście faktu, że wisieli do góry nogami, w specjalnych butach, żeby nie odpaść z dysku. Nie łatwo tak żyć poza krawędzią.

Po drugiej stronie dysku, ludzie wierzyli w to co jest, a nie w to czego nie ma. 
"Wierzyli" to złe słowo, bo wiara sama w sobie wymaga części niepewnej, nieodkrytej, tajemniczej, jednak zostawię je tutaj, bo u nas ostatnimi czasy można nie wierzyć w fakty, a być pewnym nieznanego. Ot wydawałoby się, że to my wisimy do góry nogami i nas trochę zmroczyło, ale może to jednak fakt, że cała krew z głowy odpływa do du... do innych części ciała. 

Po drugiej stronie dysku, żyją sobie spokojnie ludzie w dostatku i spokoju. Każdy szanuje siebie i innych, nie ma wojen, głodu, zawiści, przestępstwa ograniczają się do pojedynczych przypadków, ostro karanych, więc społeczeństwo cieszy się bezpieczeństwem, a kryminaliści tracą buty i odlatują w przestrzeń kosmiczną. Każdy wie co ma robić, każdy pracuje dla siebie i dla społeczeństwa. Jeśli ktoś jest inteligentny, idzie na uczelnię wyższą i kształci się w kierunku, który go interesuje, ale też w którym brakuje specjalistów, nie ma więc tysięcy psychologów pracujących w Maku. Jeśli czyjś umysł nie grzeszy bystrością, to zajmuje się czymś co jest w stanie zrobić, a nie pcha się na studia, "dla papieru". Nie ma tam tysięcy absolwentów uczelni wyższych, którzy nie potrafią napisać zdania bez błędu. Nie ma tam tysięcy magistrów i inżynierów na kasie w Biedrze. Są za to kafelkarze, mechanicy. budowlańcy, kasjerzy, magazynierzy, blacharze, ślusarze, kucharze z pasją. Są dziennikarze, którzy potrafią przeprowadzić kulturalny wywiad, którzy potrafią napisać artykuł przedstawiający fakty, nie opinie, są politycy, którzy biorą odpowiedzialność za swoje słowa, którzy potrafią powiedzieć: "Nie dam rady spełnić obietnic wyborczych, ale może komuś innemu się uda. Przepraszam wszystkich, którzy mi zaufali. Rezygnuję ze stanowiska.", są pielęgniarki i lekarze, wyspani i wypoczęci, są bezstronni specjaliści, którzy znają się na tym co mówią, są sędziowie niezawiśli, są sprawne urzędy z pomocnymi urzędnikami, są przepisy zrozumiałe, są zapaleni naukowcy i natchnieni artyści. Wszyscy ci ludzie żyją z zgodzie z naturą i ze sobą nawzajem. Kolor skóry, płeć, wiek, język nie mają znaczenia. Liczy się tylko zaangażowanie w społeczeństwo i szacunek. 

Całe zło naszej części dysku, bierze się z braku szacunku do samych siebie, do innych, do środowiska, w którym żyjemy. Mamy z jakiegoś powodu głęboko zakorzenione w nas poczucie, że jesteśmy lepsi, że nam się należy. Każdy pyta: "co społeczeństwo może mi dać?", zamiast: "co mogę zrobić dla społeczeństwa?". W każdym siedzi pycha: "jestem za dobry, żeby robić to i tamto, a szczególnie nie za tyle". Każdego rozpiera chciwość i pogoń za bogactwem. Każdy marzy o szybkim samochodzie, wielkim domu, dalekich podróżach, sługach, sławie i uwielbieniu. Dlaczego nie możemy skupić się na ludziach, którzy z nami są, na naszym otoczeniu, w którym żyjemy? Na spacerze możemy usłyszeć schowanego w szumiącej trawie bażanta, jeśli akurat nie rozmawiamy przez telefon i nie jesteśmy zamknięci w świecie marzeń materialnych. Możemy pogadać z obcym stojącym koło nas na przystanku o pogodzie, może to jedyna rozmowa tej osoby tego dnia?

Jednak nie, nie możemy. Musimy dalej pędzić, próbować złapać boga za nogi, wsadzić palucha kosmicie do nosa, odetchnąć zgnilizną pieniądza, polizać marmurowe stopnie do "Ja, moje, mi!" i wybić się ze sterty poległych, wyskoczyć ponad wszystkich, nawet jeśli krótko będzie nam dane tam pozostać, bo przecież będziemy tylko kolejnym stopniem dla następnych.

niedziela, 22 października 2017

Piękno

Od kilku dni czuję się znów sobą. Znów czuję się piękną, seksowną kobietą, znów jestem pewna siebie i mądra. Odkąd zaszłam w ciążę stopniowo straciłam wszystkie te odczucia. Teraz wracają.
Dziś nawet pierwszy raz od dawna zatańczyłam do reklamy. 
Jedno spojrzenie zabrało mi tą wewnętrzną radość i pewność siebie. W 4 sekundy znów byłam tym nieatrakcyjnym kartoflem. 
Lubię to co widzę w lustrze, ale nie lubię tego jak patrzy na mnie On. 

LoL, I'm not laughing.

Umyłam, przebrałam,  nakarmiłam i położyłam spać Naszą córkę. Chciałam jeszcze chwilę posiedzieć z mężem na kanapie, zamienić parę zdań o niczym,  by się zresetować, wyciszyć przed snem. 

Usiadłam koło niego na kanapie. Miał na uszach słuchawki, na kolanach laptopa i w coś grał. Dziś kupił jakąś gazetę z grą South Parku więc myślałam, że to sprawdza. Pytam: South Park?
Cisza. No tak, słuchawki. Patrzę na ekran, jakieś ludziki tam biegają. No nic. Czytam o strajku zawodów medycznych. 
Ogarnął, że przyszłam, zdjął z ucha słuchawkę. 
- Coś mówiłaś? 
"Hurra pogadamy!"
- Pytałam czy to South Park - powtarzam pogodnie. 
- Nie. 
Założył słuchawki. 
Aha. 
- A co to? - próbuję jeszcze raz zdobyć trochę jego uwagi. 
Zdjął słuchawkę poirytowany nie spuszczając wzroku z ekranu. 
- Co znowu? 
- A co to? - pytam coraz mniej skora do rozmów. 
- League of Legends. 
- Aha. Spoko.
Założył słuchawki. Czytam o proteście. 
Chwila! Przecież to LoL! Ta gra dla 12 letnich chłopców! 
Zerkam na ekran. Biegają tam jakieś leśne ludki z magicznymi patykami. 
W tym momencie mój "mężczyzna" warknął:
- Możesz się odsunąć?!
Najwyraźniej nie mógł wystarczająco ruszać myszką. 
Myszką. Dorośli mężczyźni powinni się bawić innymi myszkami. 
Wkurzyłam się i poszłam spać. 

Mogłam być z kimś kto mnie ubóstwia zamiast zubóstwiać. 

"Co ja takiego zrobiłam w tym życiu lub poprzednim, żeby sobie na takie coś zasłużyć. " - Coraz częściej zadaję sobie to pytanie i wyobrażam sobie inne scenariusze... 

Tylko że nie mogę spać, bo jestem zła, rozżalona i mi przykro. Chcę jednak zasnąć żeby nie musieć już z nim dziś gadać. 

🎶Być kobietą, być kobietą... 🎶 - cytując klasyka. 

poniedziałek, 16 października 2017

Cieszyć się?

Dziś miała miejsce taka oto sytuacja:
Sadzam moją głodną i zmęczoną córę na nocnik i proszę żeby zrobiła 'siusiu'. 
Na co ona wstaje. Ja ją na nocnik, ona wstaje i długo nie czekając w ryk. Staram się być cierpliwa. Tłumaczę małemu ludzikowi, że nocnik, że siku, że duża dziewczynka, pokazuję nocnik, próbuję posadzić. Ona stoi przytulona do moich nóg i płacze. Już miałam się poddać, wziąć ją na ręce i założyć pampersa, ale ostatnia próba: 'Kochanie, zrób siusiu.'
No i zrobiła. Stojąc. Na podłogę. 

Nie wiedziałam czy się cieszyć i ją pochwalić czy powiedzieć: Nienienie! 
Krzyknęłam więc tylko: Nieee!
Zadziałało - przestała sikać. Mam nadzieję, że nie cofnie jej to w rozwoju.
Moja córka robi siku na zawołanie. To co, że nie do nocnika! 
Ogólnie mówiąc: 'nie można mieć w życiu wszystkiego', więc lepiej się cieszyć z małych zwycięstw.

środa, 20 września 2017

Baby vs Erasmus

Każdy kto miał doczynienia z erazmusami rozpozna ich bez problemu w przejeżdżającym obok tramwaju.
Moja córka jest czasami takim małym erazmusem. Wygląda jakby wszystko rozumiała, ma swoje obyczaje i kulturę, za każdym razem jak próbujesz jej coś wytłumaczyć pojawiają się wszystkie niżej wymienione fazy:

E - erazmus
B - baby

1. Faza tłumaczenia:

Do E: Zajęcia są obowiązkowe. Odbywają się w budynku C, na drugim piętrze, koło sekretariatu. Sala 203.

Do B: Tego nie ruszaj. Wszędzie możesz chodzić, wszystko dotykać, ale tego nie. 

Patrzy z konsternacją.

2. Faza uproszczenia:

Do E: Musisz przyjść. Budynek C, sala 203. Obok sekretariat.

Do B: Tego nie ruszaj. Nie. 

Parzy w skupieniu. Po chwili kiwa głową. W końcu uśmiecha się. 

3. Faza osiągniętego celu: 

Spoczywasz na laurach. Udało się wytłumaczyć. Usiądziesz i będziesz delektować się zwycięstwem! Hurra!
Siadasz wygodnie, opierasz się, bierzesz głęboki oddech zadowolenia, wzdychasz głęboko i....

4. Faza poddania:

E: Idzie do dziekanatu i mówi, że jest z twojej grupy i że ty mu powiedziałeś, że tu ma zajęcia. 

B: Wyciąga rękę, łapie kabel, zwala głośnik na ziemię i macha głową, mówiąc: 'nienienienie' zanim zdążysz dobiec.

Baby experience

Myślałam, że będę odpowiadać na pytania.
Na razie głównie je zadaję.
- Co ona robi?
- Dlaczego ona to robi?
- Czy ona wie co robi?
- Jak ona to zrobiła?
- Czy ona myśli, że tak trzeba?

Odpowiedź na te pytania jest taka sama jak odpowiedź na pytania egzystencjalne.
Nieznana.

Przykład:
Kleo podchodzi do lustra, wspina się, staje, przygląda się swojemu odbiciu i... zaczyna je lizać/ssać.

Moją pierwszą reakcją był nieopanowany śmiech. Nie wiem dlaczego się śmiałam. No dobra, wiem - nadal mnie to śmieszy.
Taki mały ludzik ćwiczy całowanie z języczkiem. Wygląda trochę jak glonojad. Komedia!
Teraz nie wiem czy ona to robi dlatego, że wtedy się śmiałam, czy ma w tym jakiś cel -np. dawanie sobie buziaków, próbowanie czy lustro w pokoju smakuje tak jak szyba od drzwi balkonowych, uświnienie wszystkiego w zasięgu rączek... Kto wie.

Teraz już nie ogranicza się do lizania lustra. Liże szyby, szafki, lodówkę... a później tę ślinę rozmazuje tworząc swoiste arcydzieła. Może inspirację czerpie z moich obrazów podpierających ściany? (I wish!)
Ale jasne! Jest bardzo mądrym dzieckiem! 
Naszym dzieckiem.
Umie machać językiem na boki, czasami zdobi 'papa' i nie obce są jej 'noski eskimoski'.
Po prostu geniusz w pampersie!

środa, 30 sierpnia 2017

wtorek, 29 sierpnia 2017

Se leżę

I - Kochasz?
K - Nie. Tak se tu leżę. Przechodziłem, pomyślałem: 'a wstąpię' i teraz sobie tu tak leżę.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Bez przesady

I - Pukniesz mnie?
K - Nie.
I - Dlaczego?
K - Jestem zmęczony. Nie chce mi się.
I - Mówiłeś dzisiaj, że jestem ładna.
K - No ale bez przesady. Nie dwa razy dziennie ładna.

sobota, 5 sierpnia 2017

Chory

K - Jestem chory
I - No jasne.
K - Od rana się źle czuję...
I - No no.
K - ...ale poczułem koło 15:00

'Monster House'

I: *Spojrzenie na telefon*
K - No miś!  Ja nie będę tego gówna oglądał sam. Masz się męczyć ze mną.

środa, 21 czerwca 2017

Truskawki

Pojechałam na zakupy. Przed sklepem stały dwa stragany. Jeden duży, drugi mały. Na dużym był bób, jakaś zielenina i inne rzeczy które niespecjalnie mnie interesowały. Zapragnęłam bobu. Podeszłam, kupiłam, zapłaciłam i wtedy usłyszałam: 'truskawki'. Jakaś pani zachwalała truskawki. Były piękne, czerwone, soczyste... leżały na tym samym straganie ma którym kupiłam bób. Było ich bardzo dużo, a sprzedawca co chwilę wymieniał puste koszyki na pełne. Normalny człek by sobie je kupił i szczęśliwy pojechał do domu. 
Ja? Nie. Ja podeszłam do tego drugiego straganu na którym leżały dwa i pół koszyka zdechłych, ufajdanych ziemią truskawek, droższych niż na tamtym straganie i właśnie te kupiłam. Nie wiem dlaczego. Szkoda mi było chyba tego sprzedawcy, że wszyscy kupują na tym większym straganie i tych truskawek zdechłych, których nikt nie chce. Sprzedawca też raczej się nie przejmował,  że nikt u niego nie kupuje, bo to nie jego stragan, on ma płacone od godziny. 
Wsiadłam do auta i starając się zrozumieć swoje postępowanie pojechałam do domu,  całą drogę czując się jak kompletna idiotka.

W domu wrzuciłam truskawki do miski, opłukałam z ziemi, a moim oczom ukazały się najwspanialsze truskawki,  jakie w życiu widziałam. Spróbowałam jednej z nich, a moje podniebienie odkryło valhallę.
Pod mój dom chwilę później zajechał ten sprzedawca, ja wybiegłam przed dom i razem zaśpiewaliśmy i zatańczyliśmy piosenkę o dobrym sercu, szczęściu i miłości. Oczywiście przyłączyli się do nas przechodnie. Na koniec spadł tęczowy deszcz i wszyscy trzymając się za ręce poszli razem, nadal śpiewając i tańcząc, w stronę zachodzącego słońca. 

A tak naprawdę to truskawki po umyciu okazały się nienajgorsze i zrobiłam z nich taki dość średni koktajl.

piątek, 31 marca 2017

projekty


1. Ściana


2. Akwarium


3. Koszyczki z pudełek


4. Album ślubny w końcu skompletowany

5. Poduchy na zagłówek zrobione i częściowo poskręcane, ale teraz się okazało, że muszę z nimi poczekać trochę, bo chcę ścianę  za nimi przemalować - robotnicy źle założyli dach i przez zimę zrobiły się zacieki z wody.

6. Album dziecka prawie skończony; teraz tylko musimy dopisywać na bieżąco nowości.

7. Założyłam Instagram (dr_olimpia) i Pinterest (nie wiem jaki tam mam nik)

zdjęcia z Instagrama:






























3 miesiące

3 miesiące i 9 miesięcy to 12 miesięcy, czyli rok. Minął rok odkąd zaszłam w ciążę. 
12 miesięcy i zmiana o 180 stopni w moim życiu. 
Codziennie patrzę na te moje 3 miesiące szczęścia (ważące tyle co duży kot) i nie mogę uwierzyć ile radości takie maleństwo może sprawiać jednym uśmiechem.

A tak z innej beczki, dzisiaj znów natknęłam się na wielkiego, owłosionego pająka. Miał skubaniec z 6 cm i przebiegł jakieś 3 cm od mojej nogi. Mini zawał. Tym bardziej, że akurat karmiłam moje 3 miesiące. Poczytałam trochę i się okazało, że te małe potwory, które rozgościły się u nas w gnieździe na dobre, są jadowite. Zabić nie zabiją, ale jak ugryzą to podobno bardzo boli. Ostatnio Kmiś z ciągu jednej wycieczki do łazienki, zabił 4 mniejsze. Czyli pewnie się przez zimę rozmnożyły (w kokonie jest ich podobno ok 60 szt., więc jeszcze jakieś 56 szt. to go). W nocy skubańce są najbardziej aktywne, ale i w dzień niczego się nie boją. Dziś rozpoczynam oficjalną z nimi walkę. Posmarowałam połowę mieszkania sokiem z cytryny, ekstraktem z mięty pieprzowej, a jak to nie pomoże, to kupię kota albo dwa. Zobaczymy.


Z jednej strony chcę się pozbyć pająków i to szybko, z drugiej trochę mam nadzieję, że nie pomoże i kupimy koty. Wiem, wiem, niby nie mamy miejsca nawet dla domowników już tu mieszkających, ale kot... kot praktycznie nie zajmuje miejsca. Już w głowie mam plan gdzie leżałaby jego poducha, a gdzie postawiłabym kuwetę.
Jestem pojebana, wiem. Mam tę nieodpartą potrzebę zajmowania się mniejszymi ode mnie stworzeniami. Dziś śniło mi się, że miałam 3 duże akwaria, w nich pełno ryb i żabki, przygotowywałam terrarium dla czekającej już w pojemniku jaszczurki i planowałam jak urządzić wielką klatkę dla papugi. Nie muszę dodawać, że w tym śnie byłam mega szczęśliwa i podekscytowana.

sobota, 18 lutego 2017

Lucyfer





Także ten... Kupiłam rybkę, bo jak widać mam za dużo czasu i za mało roboty. Nazwaliśmy go Lucyfer, bo serial, bo czerwona, bo Pan Piekieł. 
Już mam pomysł jak urządzić akwarium; nawet kilka. Teraz tylko skończę te dwa wcześniejsze projekty, będę nadal ogarniać Kleo i gospodarstwo domowe, nie wiem kiedy się pouczę i wyśpię i już się za to biorę!